Co mnie zaskoczyło w Japonii – samochód

Wiem, że tytuł brzmi dość żenująco. No bo, nie oszukujmy się, cóż może być zaskakującego w samochodzie: kupieniu go, posiadaniu albo prowadzeniu. Samochód jak samochód, zasady jak to zasady. Niby nic. A jednak. W końcu mowa o Japonii.

1. Przede wszystkim, żeby kupić samochód w Japonii, nie wystarczą pieniądze. Zaskoczony? Od pieniędzy istotniejsze jest miejsce parkingowe. I nie wystarczy deklaracja, że „ja będę parkował na miejscu Janusza, bo on akurat w Anglii siedzi i swojego miejsca nie używa”. To, czy faktycznie posiada się miejsce parkingowe, sprawdza policja, wybierając się pod wskazany przez przyszłego właściciela samochodu adres. Jak można się domyślić, parkowanie na ulicy nie ma racji bytu.

2. Jak już samochód się kupi, to trzeba na niego trochę poczekać. I nie mówimy tu o nówce sztuce z salonu, a używanym samochodzie z komisu. W końcu nie po to kupuje się samochód, żeby go dostać i nim jeździć. Już nie wydziwiajmy. Zanim auto trafi do nowego nabywcy, przez kilka dni przechodzi proces rejestracji i między innymi, potwierdzania miejsca parkingowego. Jak już się zapomniało o fakcie zakupu samochodu, wtedy można go odebrać. Czyli w samą porę.

3. W Kraju Kwitnącej wiśni ruch jest lewostronny. Wiem, wiem, też mnie to zaskoczyło. Dlatego też pasem szybkiego ruchu jest pas prawy. Przyznam jednak, że nie ma to najmniejszego znaczenia, bo i tak każdy jeździ jak chce, a widok trzech TIR-ów na trzech rożnych pasach, jadących, oczywiście obok siebie jest widokiem częstym. Ale to Japończykom zupełnie nie przeszkadza. Nie ma mowy o podjeżdżaniu, mruganiu światłami albo trąbieniu. Najwyżej do celu dojedzie się godzinkę później. Albo trzy.

4. Żeby doświadczyć tego stoickiego spokoju Japończyków za kierownicą, należy posiadać międzynarodowe prawo jazdy wydane zgodnie z Konwencją Genewską o ruchu drogowym z 1949 r. Dokument wydawany jest w ciągu trzech dni przez urząd gminy na postawie ważnego polskiego prawa jazdy. I lepiej się do tegoż urzędu pofatygować. Za brak prawa jazdy można albo iść do więzienia (spokojnie, tylko na rok) albo zapłacić grzywnę w kwocie 300 000 jenów (około 11 000 PLN). Oszczędzę Ci kalkulacji, która jest prosta. Płacisz 300 000 jenów. I nie dlatego, że nie masz 365 dni płatnego urlopu (minus weekendy i święta) ani że już masz kupiony bilet powrotny, a tym bardziej, że zostawiłeś zupę na gazie. Wybierasz grzywnę, bo jeśli zostaniesz w Japonii dłużej niż rok, to międzynarodowe prawo jazdy przestaje być ważne. Trzeba wówczas zdać uproszczony egzamin pisemny i praktyczny, żeby móc poruszać się po Japonii samochodem (tym razem już z japońskim prawem jazdy). A wierz mi, na to nie masz ochoty.

5. Radość z jazdy po Japonii bardzo szybko mogą odebrać opłaty za autostrady. Tak, cena, którą zobaczysz jest ceną poprawną. Nie przecieraj ze zdziwienia oczu, nikt się nie pomylił. Tak, wiem, że dopiero wyruszyłeś, a do celu masz jeszcze całkiem spory kawałek. Weź jeszcze poprawkę na to, że kilka razy się zgubisz i co najmniej raz zaliczysz tą samą bramkę z opłatami.

6. Parkuje się zawsze tyłem. ZAWSZE. Nie ma wyjątków, ze tylko na chwile po kilogram ryżu i 3 litry sosu sojowego, zawsze tyłem. Wynika to ponoć z bezpieczeństwa, w razie, a jakżeby, trzęsienia ziemi. Tak czy siak, wreszcie po 17 latach posiadania prawa jazdy, wiem po co na egzaminie parkowanie tyłem było jedną z umiejętności do zaprezentowania. Jak widać, wszystko jest po coś.

7. Stacja benzynowa to chwila relaksu dla każdego kierowcy, zwłaszcza obcokrajowca o skołatanych nerwach, który wydał już połowę gotówki przeznaczonej na wyjazd na opłaty za autostrady. Tankowanie i płacenie nie wymaga wysiadania z samochodu. W gratisie dostajemy ściereczkę do przetarcia kurzu z tapicerki. Niestety, po zatankowaniu, ściereczkę trzeba oddać.

8. Japończycy, którzy największe mandaty dają za parkowanie w niedozwolonych miejscach, czyli praktycznie wszędzie, notorycznie zatrzymują się na lewym pasie na światłach awaryjnych. Po kilogram ryżu, żeby odebrać dziecko z przedszkola, do dentysty na leczenie kanałowe i fryzjera na trwałą.

9. Polak, który widzi 100 000 km przebiegu w samochodzie w trakcie jego zakupu myśli, że albo złapał Pana Boga za nogi albo na bank Mirek – sprzedawca samochodów cofnął licznik. Japończyk na taki samochód nawet nie spojrzy. 100 000 km? Szmelc, który do niczego się już nie nadaje.

10. Japończycy bardzo umownie podchodzą do obowiązku przewożenia dzieci w fotelikach. Nie raz można zobaczyć dzieci śmigające po samochodzie albo po prostu siedzące z rodzicem na przednim siedzeniu. Dyskusja o tym czy bezpieczniej przewozić dziecko w foteliku ustawionym przodem czy tyłem chyba nie wywołuje tu tylu emocji co w Polsce…

11. W samochach, na wyświetlaczu, poza radiem i nawigacją, dostępna jest naziemna telewizja cyfrowa. Owszem, w Polsce taka opcja też istnieje, ale w samochodach premium. Nasz samochód telewizje naziemną ma, a z premium nie ma wspólnego zupełnie nic, nawet jakbyśmy bardzo tego chcieli. Niestety, dziwnym trafem TVP nie odbiera więc i tak z tej technologicznej nowinki nie ma pożytku.

12. Przegląd samochodu w Japonii jest obowiązkowy i ma miejsce co 2 lata (w przypadku używanego auta). Shaken, bo tak się w skrócie nazywa, budzi ogromne emocje, zwłaszcza wśród obcokrajowców, posiadaczy samochodów. Ale też Japończycy podchodzą do niego z niemałym podnieceniem. Zapewne dlatego, że shaken nie ma nic wspólnego z podbiciem dowodu rejestracyjnego u Pana Mariana, który za extra dwie dyszki przymknie oko na spaloną żarówkę i nie zawsze działający hamulec ręczny. Koszt shakenu może dobić nawet do 100 000 jenów (czyli około 3 600 PLN). W naszym przypadku, to 1/3 wartości samochodu…. Do przeglądu podchodzi się ponoć śmiertelnie poważnie. Niestety, shaken czeka nas w tym miesiącu więc przekonamy się na własnej skórze czy taki japoński diabeł straszny jak go malują.

Czasem zastanawiam się czy to normalne, że zaskakują mnie takie rzeczy. Dla własnego zdrowia psychicznego, wierzę, że tak. Miło by było, jakbyście nie wyprowadzali mnie z błędu.

2 Replies to “Co mnie zaskoczyło w Japonii – samochód”

  1. Rozumiem, że rozna kwota Shaken to kwota przeglądu z ewentualnymi naprawami?!

    I jak dobrze, że parkować należy tylko tyłem, to najlepsze i najszybsze rozwiązanie pozwalające (dzięki skrętom przednich kół) lepiej wcisnąć się w sumie wszędzie (co jest równe szerokości auta). ❤️

    Chociaż to bym zdała.
    Czekam na wpis co z tym waszym przeglądem 🙂

    1. Mam nadzieję, ale to się okaże niedługo… Na pewno o tym napiszę 😉
      Nie pomyślałam o tym parkowaniu w ten sposób… Ma to sens 🙂

Dodaj komentarz