Jordania z dziećmi: za ile, jak i dlaczego?

Jordania nie była w naszym podróżniczym kręgu zainteresowań właściwie nigdy. Z Bliskiego Wschodu marzyliśmy raczej o Libanie. Ale to było jeszcze w czasach przedcovidowych. A wiadomo, że one zmieniły wszystko. Teraz nie ma co wybrzydzać. Trzeba brać to, co jest, a nie to, o czym się marzy 🙂 I całe szczęście. Bo gdyby nie ta aktualnie obowiązująca, choć niepisana zasada, nigdy byśmy do Jordanii nie trafili. I byłaby to wielka strata. Dla Jordanii może niekoniecznie, ale dla nas jak najbardziej.

Dlaczego Jordania?

Długo (no dobra – kilka dni :)) szukaliśmy miejsca na kilkudniowy rodzinny wypad. Takiego, do którego nie leci się kilkanaście godzin i za miliony monet, jest ciepło i różnorodnie. Jordanię wybraliśmy więc głównie z dwóch powodów. Pierwszym był łatwy i tani dolot Ryanairem. Co jak się okazało, skusiło nie tylko nas. Właściciel campu, w którym spaliśmy na pustyni Wadi Rum, powiedział, że odkąd irlandzki przewoźnik uruchomił połączenie do Ammanu, turystów jest o 200% więcej. Biorąc pod uwagę, że z obsługi przyjezdnych żyje cała wioska Wadi Rum village, z której startuje się do beduińskich obozów i na zwiedzanie jeepem, Ryanair musi być ulubioną firmą Jordańczyków 🙂 Drugi powód to inność. Obecnie nie wszędzie można dolecieć, a kraje z kompletnie różną kulturą są zdecydowanie mniej dostępne. Bardzo brakowało nam innego klimatu, nie tylko pogodowego. A Jordania właśnie taki ma: arabski, orientalny i fascynujący. Zarówno jeśli chodzi o kulturę, zwyczaje, jak i jedzenie (wyśmienite!).

Za ile? Czyli bilety, Jordan Pass, wizy i test PCR

Bilety

Od razu uprzedzę, że te tanie bilety Ryanair to wierzchołek finansowej góry lodowej, jeśli chodzi o Jordanię. Dobrze, że są tanie, bo cała reszta niekoniecznie do takich należy. Warto mieć to na uwadze przed spontanicznym naciśnięciem przycisku KUP, zaraz po znalezieniu biletów za 59 PLN w jedną stronę na trasie Warszawa Modlin – Amman lub Kraków – Amman. A tak serio to bez stresu. W Ryanairze nie da się spontanicznie, a już na pewno nie przypadkiem, kupić biletów. Tam trzeba przeklikać milion stron, odmawiając ubezpieczenia własnego, ale i ciotki z Gniezna, wynajmu samochodu, wege kotleta w samolocie i asysty podczas wchodzenia do hotelowej toalety (i nieważne, że tego hotelu nawet jeszcze nie mamy zarezerwowanego) zanim dotrzemy do miejsca, w którym rzeczywiście decydujemy się na zakup biletu. Ale nie przedłużając: bilety dla czterech osób (w tym czterolatek i niemowlak, który o dziwo! płaci za bilet, choć nie ma swojego miejsca – magia!), to w naszym przypadku był koszt 880 PLN. Oczywiście, z 20 kilogramową walizką. Na całą rodzinę, nie osobę. Doprecyzowuję, bo dla niektórych był to szok, że cztery osoby da się zapakować na tydzień w 20 kg. Uspokajam – da. Co ważne, codziennie chodziliśmy w czystych ubraniach, a nawet kilka takowych przywieźliśmy z powrotem. Wprawdzie w drodze powrotnej walizka ważyła już kilka kilogramów więcej z racji kilku pamiątek, ale nikt specjalnie się nimi na lotnisku w Ammanie nie przejął. Słuszna postawa, którą niezwykle cenimy 🙂

Wiza i Jordan Pass

W Jordanii obowiązuje wiza turystyczna. W przypadku osób dorosłych i dzieci powyżej 12 roku życia (do tego wieku, wstęp do atrakcji jest bezpłatny) najsensowniejszym rozwiązaniem jest zakup Jordan Pass’a, czyli karty, która oprócz wjazdu do Jordanii (wizy), umożliwia wejście do ponad 40 atrakcji turystycznych, w tym tych najważniejszych, jak Petra (1 dzień), pustynia Wadi Rum czy Jerash. Koszt Jordan Passa to 70 JOD (jordański dinar = 5,55 PLN), czyli około 389 PLN za osobę. Kartę można też kupić w opcji z 2 i 3-dniową wizytą w Petrze (odpowiednio 75 i 80 JOD). Ważna jest przez 12 miesięcy, ale możliwość odwiedzenia atrakcji upływa po 14 dniach od jej aktywacji, czyli wjazdu do kraju. Teoretycznie, Jordan Pass sprawdzany jest przy wejściu do atrakcji turystycznych, których „bezpłatne” odwiedzenie umożliwia. Teoretycznie, bo w praktyce nigdy nikt nam ich nie sprawdzał, tylko pytał czy mamy i wierzył na słowo. Jeśli nie decydujemy się na Jordan Passa (choć to mało opłacalne) albo musimy kupić wizę, np. dla dzieci poniżej 12 roku życia, można to zrobić na lotnisku po przylocie. Jej koszt to 40 JOD, czyli około 220 PLN. Wszystkie dzieci, bez względu na wiek, obowiązuje wiza. Zresztą cena 40 JOD jest ogólna, dla wszystkich osób przekraczających granicę Jordanii.

Test PCR

Przy wylocie do Jordanii wszyscy, z wyjątkiem dzieci poniżej 5 roku życia, muszą przedstawić negatywny test PCR, nie starszy niż 72 godziny. I rzeczywiście, dokument sprawdzany był sumiennie na lotnisku Warszawa Modlin. My robiliśmy go w Narodowym Instytucie Leków za 220 PLN i jest to chyba najtańszy test w Warszawie. Co ciekawe, mimo niskiej ceny, obsługa jest profesjonalna i bardzo miła. Test można robić też w sobotę, a wynik, również w języku angielskim, przychodzi na maila w ciągu kilku godzin. Dla zaszczepionych to już koniec przygody z testami, jeśli chodzi o Jordanię. Niezaszczepieni muszą zrobić kolejny test na lotnisku w Ammanie, zaraz po przylocie. Jego koszt to 28 JOD, czyli około 155 PLN i można go opłacić przez Internet. Na wynik nie trzeba czekać na lotnisku. Dostaje się go na maila i na what’s up’a w ciągu kilku godzin. Domyślam się, że skoro, aby wjechać do Jordanii trzeba mieć negatywny wynik testu, to władze zakładają, że ten zrobiony już na lotnisku w Ammanie nie może być pozytywny 🙂 W każdym bądź razie, nie mam pojęcia co się dzieje, jeśli takowy nie wyjdzie. Mam też nadzieję, że nikt nie musiał tego sprawdzać. Do głównych atrakcji turystycznych, jak Akaba czy Wadi Rum, wejść mogą jedynie osoby zaszczepione lub z aktualnym negatywnym testem PCR. W teorii. W praktyce nikt nam tego nigdzie nie sprawdzał. Osoby niezaszczepione, po powrocie do Polski, muszą odbyć kwarantannę. Aktualne informacje dotyczące wjazdu i powrotu z Jordanii warto sprawdzić przed planowaną podróżą na stronie MSZ.

To by było na tyle, jeśli chodzi o stałe koszty. Jak widać, ten bilet to naprawdę kropla w morzu potrzeb 🙂 Do tego oczywiście trzeba doliczyć ubezpieczenie. Zgodnie z informacjami na stronie MSZ jest ono obowiązkowe i musi zawierać klauzulę pokrywającą koszty leczenia COVID-19. My wybraliśmy Axa i za naszą czwórkę zapłaciliśmy 307 PLN. Na szczęście, nie przydało się.

Jak i co zwiedzać?

Rodzinnie Jordanię zdecydowanie polecamy zwiedzać samochodem. Oczywiście, można przemierzać ten pustynny kraj autokarami. I domyślam się, że jest to atrakcja sama w sobie. Jeszcze za czasów bezdzietnych podróżowaliśmy tak po Birmie i było to niezapomniane wrażenie. Do dziś na myśl o charczącym przez całą drogę nocnym autobusem Birmańczyku, robi mi się ciepło na sercu. W Jordanii takim podróżnym bonusem może być palący współpasażer, bo akurat to zajęcie jest niezwykle popularne i co ciekawe, niekoniecznie zarezerwowane tylko dla otwartych przestrzeni. Mimo tej niecodziennej pokusie, zdecydowaliśmy się na samochód. Daje większą swobodę i komfort, zwłaszcza w nie do końca zaplanowanej podróży i to z dziećmi. Auto wynajęliśmy z wypożyczalni AzadRent (kontakt przez What’s up działa super) – lokalnej, ale poleconej. Zazwyczaj bazujemy na sieciówkach, ale tym razem skusiliśmy się na 100% made in Jordan. Samochód był w jak najlepszym porządku. Trochę porysowany, ale to akurat dodaje otuchy 🙂 Obsługa również bez zarzutu. Panowie z uśmiechem przyjęli na klatę samochód z upapranymi jedzeniem fotelikami i dziesięcioma na wpół opróżnionymi butelkami z wodą. Z czystym sercem polecamy. My wynajęliśmy samochód na 6 dób, z odbiorem na lotnisku i oddaniem w mieście, bo auta w Ammanie już nie potrzebowaliśmy. Zresztą plan wyjazdu zmieniał się na bieżąco i jeszcze w trakcie przedłużaliśmy wynajem o jedną dobę. Cena samochodu typu sedan to 20 JOD (czyli 111 PLN) za dobę, w tym odbiór z lotniska. Dodatkowo, 19 JOD za dobę kosztowało nas wynajęcie dwóch fotelików. Zdecydowanie taniej dzieci zostawić w domu 🙂 Albo na lotnisku, skoro już wepchnęły się do samolotu 🙂

W Jordanii spędziliśmy tydzień: poniedziałek – poniedziałek. Jako, że jesteśmy Januszami podróży, którzy chcą zobaczyć wszystko, a przynajmniej dużo, przejechaliśmy sporą część kraju. Zwiedziliśmy Petrę, pustynię Wadi Rum, Akabę i morze Czerwone, morze Martwe, kanion Wadi Numeira oraz Jerash – najlepiej zachowane rzymskie miasto. Całkiem sporo tego wyszło jak na rodzinny wypad, podczas którego planowaliśmy odpocząć. No cóż… nasze wewnętrzne Januszki były z nas niezwykle dumne.

Z dziećmi?

Jordania jest bezpiecznym krajem i spokojnie nadaje się do zwiedzania z dziećmi. Sami zastanawialiśmy się czy to dobry pomysł, bo wiadomo (tutaj można wpisać dowolną paranoję), ale przetestowaliśmy na własnych dzieciach i dajemy Jordanii kciuk w górę, jakkolwiek idiotycznie to brzmi. Jordańczycy kochają dzieci. Przynajmniej cudze. A im mniejsze, tym lepiej. Nasz bobas robił w Jordanii furorę. Jeśli tylko byśmy się na to zgodzili, wszyscy by go głaskali, całowali i brali na ręce. Co ciekawe, jako, że w przestrzeni publicznej są głównie mężczyźni, to właśnie oni wpadali w ten zachwyt nad naszą dziewięciomiesięczną córką. Żeby nie było – czteroletni syn nie pozostawał niezauważony. Nie raz czymś go poczęstowano albo dostał jakiś souvenir tylko dlatego, że jest dzieckiem. Wprawdzie foteliki samochodowe nie są jakoś specjalnie rozpowszechnione (oraz tanie w przypadku wynajmu!) i w taksówce o nie ciężko. Zresztą z prywatnych samochodów często widzieliśmy dzieci wychylające się przez okna w czasie jazdy. Ewidentnie, bezpieczeństwo dzieci w czasie jazdy nie jest w Jordanii priorytetem. Za to w restauracjach są specjalnie wydzielone części dla kobiet i rodzin z dziećmi, aby czuły się komfortowo. Tak że może i bezpiecznie nie jeżdżą, ale przynajmniej jedzą w przyjemnych okolicznościach 🙂

W kwestii bezpieczeństwa dzieci, jedyną rzeczą jakiej mocno pilnowaliśmy, to picie wody butelkowanej. Ale to tyczyło się również nas. W Jordanii można złapać trzydniówkę – coś na kształt egipskiej zemsty Faraona. Chroniliśmy się więc probiotykami, które zaczęliśmy brać wszyscy na tydzień przed wyjazdem. Natomiast, w trakcie samej podróży, oprócz kontynuowania zażywania probiotyków, zakrywaliśmy brzuchy w nocy, zwłaszcza przy gwałtownych zmianach temperatury. Tę radę sprzedała nam Instagramowa @ciotkazjordanii. Wierzę, że zadziałało. I przyznam szczerze, że z dwójką dzieci nie mieliśmy ochoty sprawdzać co się stanie, jeśli się do niej nie dostosujemy 🙂 Jedno jest pewne: jeśli macie chęć na Jordanię z dziećmi, to pakujcie walizki. Jest bezpiecznie, pięknie, różnorodnie, a do tego smacznie.

Dodaj komentarz